June 2010
2 posts
dobra, istnieje taka opcja, że świat nie jest totalnie zły. to po prostu ja jestem totalnie nierozsądna i naiwna. anyway- mam wakacje. trzymiesięczne, jakimś cudem. brzmi niesamowicie. żadnej poprawki, przez cały rok.
chyba jestem kiepska w ignorowaniu ludzi. a może powinnam wsześniej uprzedzać? no, nieważne. *** egzaminy zakończone, w każdym razie do czasu sesji poprawkowej, w której… na dobrą sprawę nawet nie wiem czy będę miała tę cholerną poprawkę z historii, ale wolę zakładać, że tak będzie. moja uczelnia czasami mnie zagina. jej studencji swoją drogą też. pewien kolega, którego imię chyba wszyscy...
May 2010
2 posts
c.r.s.i.a
sesja się zbliża, wywołując u mnie stany lękowe. szczególnie, że większość sesji czeka mnie przed sesją (też tego nie ogarniam). aaaaaaaa…. i po chuj mi to wszystko, tak czy siak skończę jako sprzątaczka. albo jako specjalista od hr. jeszcze weselej. *** przeszukiwanie szuflad w samych fusach. odnalezienie znajomych kartek i keczupu z kfc. i obcego biletu tramwajowego z wrocławia. i jestem...
miły pan zapamiętał sobie kiedyś, że lubię sinatrę. i poczęstował mnie dzisiaj pewną ilością stosunkowo udanych coverów, niestety nie wziął pod uwagę, że w muzyce franka sinatry uwielbiam przede wszystkim franka sinatrę i jego głos. dobrze mi dzisiaj z samą sobą. tak po prostu, bez większych przemyśleń. ot, dobrze mi z poskładaną mną. jasne, czasami jeszcze widać ślady pęknięć.
March 2010
3 posts
trzy lata temu, w marcu, kończyłam zrywać kontakt z “nieodpowiednim towarzystwem”. dwa lata temu, w marcu,bywałam na wyspie i w szufladzie, pijąc niekoniecznie legalne piwo. rok temu zaczynałam się powoli stresować maturą, zastanawiałam się co ja właściwie chcę robić w życiu. dzisiaj… sama nie wiem, co właściwie robię. miotam się, prowadząc dwa życia w dwóch miastach. jedno...
podejrzewam, że kicz mam we krwi. na palcu czerwone serducho z napisem “friends”, Małgorzata ma taki sam z “best”. trochę mocno na wyrost, ale obie uwielbiamy takie dziwne rzeczy i cierpimy na niedobór zakupów. *** niespecjalnie pamiętam co się działo. obudziłam się na podłodze, z tłumem ludzi wokół siebie. ktoś mówił coś o karetce. Gosia twierdzi, że powiedziałam, że mi...
czerwony tulipan usmiecha się do mnie radośnie, stojąc sobie grzecznie w butelce po winie marki wino. tego typu trunki radykalnie kłócą się z moim obrazem warszawy i jej stałych mieszkańców. *** jutro nastąpi chwila prawdy, w poniedziałek natomiast skończy się świat. pomijając już fakt, że prawdopodobnie po raz pierwszy od bardzo dawna nie dostanę obowiązkowego kwiatka z okazji dnia kobiet....
February 2010
8 posts
ten tydzień był naprawdę dziwny. odcięto mnie od wrocławskiego świata i jak się okazuje wrocławski świat jakoś niespecjalnie to nawet zarejestrował. to takie fajne uczucie. jak jestem to super, jak mnie nie ma to w zasadzie też. może faktycznie za bardzo się staram i za często bywam w domu. może powinnam to wszystko pierdolić.
ja wiem, że tydzień to mało czasu. ale ten tydzień był dla mnie bardzo...
-może uraziłaś jego uczucia? -ale jak? -nie wiem. on jest dziwny. *** nie ogarniam. zła jestem, ale w sumie nie wiem dlaczego. bo na dobrą sprawę nikt mi nic nie zrobił. kolejna dziwna reakcja na stres. może to działa w ten sposób, że dzieje się dużo rzeczy i jakaś pierdoła przelała czarę. to jestem ja. ja jestem histeryczką. i naprawdę źle reaguję, jak ktoś podchodzi za blisko, choćbym nie wiem...
-zła jesteś. -co? -zła jesteś. -niby, kurwa, czemu? -bo przeklinasz więcej niż zwykle, a jesteś obrzydliwie spokojna. *** kocham ludzi, którzy za mnie decydują co czuję i myślę. *** w dniu dzisiejszym nie dzieje się nic. dziwne. odzwyczaiłam się od nie latania po świecie. brak tego normalnego pośpiechu utrudnia mi wszystko. bo przecież mam czas. odbiera mi preteksty do nie robienia niektórych...
Jest po ludzku niemożliwością wybaczyć słowa, które ranią; można je zapomnieć -...
– Emil Cioran
charming..
to nie będzie dobry dzień.
wiem, że histeryzuję, że obiektywnie nie dzieje się nic aż takiego.
i to nie jest tak, że siedzę i uparcie odmawiam uśmiechu.
bo świat wokół mnie nie jest zły.
składa się z odpowiednich budynków.
***
Małgorzata siedzi w tych swoich Katowicach i ogarnia swój własny świat.
obie mamy ten sam problem..
bo nie wiem, czy ja uciekłam od mojego prawdziwego życia na ten...
-kolejny facet, który mnie wykorzystał… chciał wykorzystać… nawet...
– papierosiarnia
magdalena ewa miranda zdała egzamin z najnowszej historii politycznej. ocena nie będąca dwóją, wpisana w jej elektronicznym indeksie, wzbudziła w niej radość.
przez godzinę wraz z panną Małgorzatą Karoliną Amelią skakały jak idiotki po pokoju krzycząc, że zdały historię. szanowny pan Wiktor Szczęsny podsumował całą tę radość krótkim słówkiem “git”.
***
wstęp do prawoznastwa mnie...
-masz madzia, wyglądasz jakby mogło ci się to przydać- powiedział Ernest, podając mi biało-różową różę.
zakup nieplanowany, wypadek przy pracy. ale miły.
***
przyćpana tabletkami przeciwbólowymi, które Mariusz sypnął na moją rękę niczym tik taki.
4/6 egzaminów zdane. z historii powszechnej prawie na pewno będę miała poprawkę (pewna odpowiedź nadejdzie dzisiaj).
***
za kilka dni będę w...
January 2010
17 posts
chora, kichająca, zakatarzona.. bardzo nie lubię być sama, kiedy się przeziębiam. robię się marudna i leniwa, bo w zasadzie nie potrafię nic zrobić własnymi łapkami. swoją pierwszą sesję uważam za katastrofę. częściowo dzięki niezwykłemu wsparciu moich rodziców. “kolorowe rewolucje” z perspektywy marketingu politycznego. techniki manipulacji politycznej. słodko.
and i can’t tell right from wrong, so i guess i’m just not worth it
filozofia. z przerwami dłuższymi niż sama nauka. yoga i rozkminianie męskiej psychiki, zakończone porażką absolutną.
estetyka - dziedzina filozofii, zajmująca się pięknem i innymi wartościami estetycznymi
egzaminy, piwo, czekolada, która czeka na lepsze czasy, farba do włosów, zapach fajek i waniliowych świeczek.
skrypty z wykładów walające się absolutnie wszędzie, doprowadzając mnie do szału, bo nie lubię porozrzucanych papierów.
podobierane ciuchy, chociaż nigdzie się dzisiaj nie wybieram. byle tylko odwlec w czasie naukę lub inne czynności, które podobno są mi niezbędne do normalnego...
nie smutna. zła. a w zasadzie nawet nie zła, po prostu mam to okropne poczucie bezsilności. nie dość, że sama z siebie komplikuję sobie życie, to jeszcze inni, w stopniu mniej lub bardziej uświadomionym, bardzo mi tym pomagają.
***
jutro egzamin, w czwartek kolejny… w zasadzie to dzięki dobrotliwości uniwersytetu warszawskiego najbliższe dwa tygodnie spędzę na nauce i rzucaniu wszystkim co...
jestem zła, bo przerastają mnie banały. to, co powinno przychodzić samo z siebie, w ostateczności wcale nie wydaje mi się byc takie proste.
-jak on ma na nazwisko? -kto? -bogdan. -bogdan to nazwisko. -serio? ale fajnie. ciekawe czy na ukrainie też się mylą. -nie. -skąd wiesz? -on jest z białorusi.
***
myślenie boli. dosłownie. bo gdy tylko pozwolę sobie na zbyt duży optymizm (a w moim przypadku sprowadza się on do stwierdzenia, że może jednak nie będzie aż tak źle), dzieje się coś, co wyprowadza mnie z tego kruchego stanu równowagi....
warszawa.
za każdym razem, kiedy tu wracam, czuję się tak samo dziwnie. bo to absurd. bo to miasto jest równie moje co łódź, katowice, delhi, montevideo i jakakolwiek inna miejscowość na świecie, która nie jest wrocławiem.
błyskawiczne zakupy.
pluszowa krowa.
niebeSpieczeństwo.
robienie za stylistkę.
wysłuchiwanie gróźb i złośliwości.
upijanie się, celowe.
stresowanie innych.
fioletowa...
zamarzam na samą myśl o wyjściu z jakiegokolwiek budynku.
byłam w teatrze (mało szokujące jak na mnie).
poszłam na drinka i jak zwykle w tym mieście nie ja za siebie płaciłam.
zostałam oskarżona o bycie sierotką. bo podobno nie wyglądam ja ktoś, kto sam potrafi o siebie zadbać.
tyle, że ja potrafię sobie sama poradzić. tylko nie chcę. źle znoszę samotność, na dłuższą metę.
chyba będzie dobrze.
chyba sobie wszystko poukładam.
chyba przestałam być taka depresyjna rozmawiając z innymi.
chyba od dwóch tygodni palę dwa razy więcej, bo się stresuję.
chyba powinnam przestać.
chyba wizyta w domu mi pomoże.
chyba się cieszę na myśl o słowackim piwie, które tam na mnie czeka.
chyba mam dosyć warszawy.
chyba za dużo tu śnegu, a ten śnieg jest chyba zbyt mało swojski.
dwie minuty dziewięć sekund
stresujący dzień.
pełen dziwnych momentów i glupich pomysłów.
nie narzekam.
jest jeden szczegół, który bym poprawiła.
ale to akurat jest niezależne ode mnie.
niestety.
pobiłam dzisiaj samą siebie.
w porównaniu z resztą świata, też nie wypadłam tak źle.
ale jakoś tak nie mam zamiaru zostać pakerem :P
schizofreniczna tapeta w telefonie. szczególnie w połączeniu z wygaszaczem.
co pięć sekund sprawdzam kto jest on-line na fejsie, kto dostępny na gg.
na nic nie czekam,po prostu chcę wiedzieć.
a potem będę się wściekała, że nie dostałam wiadomości.
pff… łazarz spierdolił, nie miał e-booka. zło.
nie jest beznadziejnie.
nie chodzę po świecie zaryczana.
tylko czasami lekko się zawieszam.
ale poradzę sobie.
ja zawsze sobię radzę.
wczorajszy dzień był dziwny.
nie podobał mi się.
wolałabym przeżyć go od początku..
chociaż na dobrą sprawę nie stało się nic złego. nie zrobiłam niczego, czego mogłabym strasznie żałować.
po pochłąnięciu w ciągu piętnastu minut butelki wina, ktoś powinien zabierać mi z rąk telefon. to już nie jest zabawne. za stara jestem.
kilka przerwanych rozmów.
bo zasnęłam.
i tak oto zmarnowałam cały...
źle ze mną.
nie poczułam nic.
on się ze mną przywitał, opowiadał o wyjeździe. uśmiechał.
a ja nie poczułam absolutnie nic.
na wystawie w sklepie stał wazon z herbacianymi różami- moimi ulubionymi.
tak jakoś mi dziwnie po powrocie do mojej wsi. mam ochotę na wiśniowe diarumy i oglądanie głupich filmow. ale nie mam na to ani pieniędzy, ani odpowiedniego towarzystwa.
nie podoba mi się to, co dzieje się w mojej głowie.
może warszawa nie jest aż taka zła.
dobrze jest mieć pretekst do ucieczki.
dość. po wypiciu kawy (w tyle głowy mam plan zrobienia sobie jeszcze paru), nie mam już specjalnej ochoty na spanie. dziwne, biorąc pod uwagę, że przez dwie godziny przeznaczone na tę czynność, skupiałam się raczej na tym, żeby nie zacząć się dusić (poniosłam klęskę),
co do sylwestra samego w sobie- nie jestem największą fanką. i z jakiegoś powodu postanowiłam urządzić całe to świętowanie u...
December 2009
4 posts
dzisiaj nie ufam nikomu. dzisiaj do nikogo nie będę się uśmiechała. dzisiaj, jak już będzie wieczór, znowu nie pójdę spać. bo ja już zapomniałam jak się robi te wszystkie rzeczy.
chcę zamknąć oczy i obudzić się… może za tydzień?
to miasto mnie męczy. powoli uczę się tu żyć, mam się niby do kogo uśmiechać.
ale łapię się na tym, że mówię trochę inaczej. i ludzie uśmiechają się, kiedy stwierdzam, że coś mi “nie rzutuje”. już wiedzą co to znaczy.
chcę iść na czekoladę do czeskiego. na drinka do szuflady.
chcę się rzucić komuś na szyję, mówić...
bo tak.
podskakuję jak idiotka za każdym razem, kiedy słyszę dźwięk przychodzącego esemesa. ale to nie on, to n. on mnie olał. uznał, że rozmowa ze mną jest nudna.
uspokaja mnie znaczek online przy pewnym imieniu. nie żebym miała ochotę go oglądać. generalnie to jestem ostatnio w smutno/złym nastroju, przerywanym atakami histerycznego śmiechu. będę w domu za dwa dni. i na dwa dni. krótko.
November 2009
4 posts
takie małe nic
ignorując i będąc ignorowaną (?)
nie dostałam dzisiaj mojej porcji uśmiechu.
czasami myślę, że świat nie jest tak zupełnie zły.
tylko niektóre miejsca i wielu ludzi.
i nie mam już fiu bździu czego w głowie.
jestem w fazie zaprzeczenia.
i nie dopuszczam do siebie ani zbyt radosnych, ani zbyt smutnych myśli.
.
mętlik w głowie.
bardzo próbuję być rozsądna. ale jako, że z natury bywam histeryczką- średnio mi to wychodzi.
próbuję się nie przejmować. i cieszę się, że z natury jestem dobrą aktorką- może ktoś dojdzie do wniosku, że mi się to udaje.
`Quid sit futurum cras, fuge quaerere, guod contra spem spero `
– g.
param
hej dzieci jeśli chcecie
zobaczyć smerfów świat…
boże, jak dawno nic nie pisałam. chyba po prostu nie byłam w nastroju na dzielenie się czymkolwiek w formie innej niż głupich esemesów i dziwnych rozmów. pijanych, kawiarnianych i telefonicznych.
wszystko jakoś tam jest. powinnam sie uczyc, ale to nigdy nie było moją mocną stroną.
co do całej reszty… ech, przecież wiecie. ja to ja,...
August 2009
1 post
czuję się pozbawiona perspektyw.
nie potrafię przewidzieć jutra.
nie w sensie literalnym, jako kolejnego dnia.
boję się i zamierzam się nad sobą użalać.
June 2009
1 post
music is sweet
nie ma błota, ale jest kostka brukowa.
więc po co komu pierdolony deszcz.
nie zaczyna się zdania od ‘więc’.
i nie chodzi o to, że ostatnio jestem w podłym nastroju.
po prostu potrzebuję, żeby ktoś mi powiedział ‘zamknij się, i tak cię kocham’.
potrzebuję zapewnienia, że nie jest ze mną tak źle.
i że nawet czasami, tak troszeczkę, odrobinkę jestem dla kogoś ważna.
May 2009
8 posts
yo soy
mój mózg przesiąka nudą.
jakoś tak nie chce językiem hiszpańskim.
próbuje sobie znaleźć zajęcie na resztę życia.
nie wychodzi.
dzisiaj nie lubię wakacji.
.
bezmyślnie wciągam do płuc powietrze.
nie możecie mi kazać myśleć optymistycznie.
nie mam wcale ochoty płakać.
już po wszystkim.
wakacje.
nie jest źle.
Ain’t no sunshine when he’s gone
Only darkness everyday...
– Bill Withers - Ain’t No Sunshine
wbijam zęby w tynk. ze złości, nie z głodu.
nie lubię tkwić w zawieszeniu.
na wszystkich możliwych płaszczyznach.
nie twierdzę, że jestem nieszczęśliwa, po prostu drażni mnie, że nie czuję nic poza irytacją i przerażeniem.
chcę wystrzelać wszystkich złych ludzi.
Młodość jest wartością samą w sobie, czyli niszczycielką wszelkich innych...
– Witold Gombrowicz
crushcrushcruch
panika.
panika.
panika.
tylko bez paniki.
pogoda będzie ładna.
informacje nie przepalą obwodów.
grając w piłkę, gubiąc po drodze buty, przynajmniej się pouśmiechałam
będzie dobrze.
nie, żebym miała szczególny wybór.
Postępujące załamanie nerwowe sprawiło, że Wanda wykorzystywała swoje zdolności...