dobra, istnieje taka opcja, że świat nie jest totalnie zły. to po prostu ja jestem totalnie nierozsądna i naiwna. anyway- mam wakacje. trzymiesięczne, jakimś cudem. brzmi niesamowicie. żadnej poprawki, przez cały rok.
dobra, istnieje taka opcja, że świat nie jest totalnie zły. to po prostu ja jestem totalnie nierozsądna i naiwna. anyway- mam wakacje. trzymiesięczne, jakimś cudem. brzmi niesamowicie. żadnej poprawki, przez cały rok.
chyba jestem kiepska w ignorowaniu ludzi.
a może powinnam wsześniej uprzedzać?
no, nieważne.
***
egzaminy zakończone, w każdym razie do czasu sesji poprawkowej, w której… na dobrą sprawę nawet nie wiem czy będę miała tę cholerną poprawkę z historii, ale wolę zakładać, że tak będzie.
moja uczelnia czasami mnie zagina.
jej studencji swoją drogą też.
pewien kolega, którego imię chyba wszyscy poznali pierwszego dnia zajęć, od czasu wyjazdu na ukrainę był na mnie śmiertelnie obrażony. był, bo po tym jak zaczęłam się z tego śmiać przy jego dziewczynie, stał się strasznie miły. przerażająco miły. włączając w to przesłanie mi mega wrednego filmiku na temat pączka. jaki jest pączek każdy widzi, zrobienie wrednego filmiku na jego temat nie jest wyzwaniem.
***
w czwartek do domu na kilka dni, potem wracam, bo we wtorek musze być na uczelni, a potem… nie wiem. heh. mediolan we wrześniu (jak to fajnie brzmi). w sierpniu polskie morze i może berlin… zaproszenie do iraku odrzuciłyśmy.. ciekawe czemu.
sesja się zbliża, wywołując u mnie stany lękowe.
szczególnie, że większość sesji czeka mnie przed sesją
(też tego nie ogarniam).
aaaaaaaa….
i po chuj mi to wszystko, tak czy siak skończę jako sprzątaczka.
albo jako specjalista od hr. jeszcze weselej.
***
przeszukiwanie szuflad w samych fusach.
odnalezienie znajomych kartek i keczupu z kfc.
i obcego biletu tramwajowego z wrocławia.
i jestem prawie pewna, że nie był nasz.
miły pan zapamiętał sobie kiedyś, że lubię sinatrę.
i poczęstował mnie dzisiaj pewną ilością stosunkowo udanych coverów,
niestety nie wziął pod uwagę, że w muzyce franka sinatry uwielbiam przede wszystkim franka sinatrę i jego głos.
dobrze mi dzisiaj z samą sobą.
tak po prostu, bez większych przemyśleń.
ot, dobrze mi z poskładaną mną. jasne, czasami jeszcze widać ślady pęknięć.
trzy lata temu, w marcu, kończyłam zrywać kontakt z “nieodpowiednim towarzystwem”.
dwa lata temu, w marcu,bywałam na wyspie i w szufladzie, pijąc niekoniecznie legalne piwo.
rok temu zaczynałam się powoli stresować maturą, zastanawiałam się co ja właściwie chcę robić w życiu.
dzisiaj… sama nie wiem, co właściwie robię. miotam się, prowadząc dwa życia w dwóch miastach.
jedno pozostaje niezmienne. jedna sfera mojego dziwacznego życia, w której absolutnie nie mam szczęścia i która dalej sprawia, że zachowuję się czasem jak obłąkana trzynastolatka. problem polega na tym, że istotniejsze dystraktory pojawiły się do tej pory dwa. ale nie potrafię odnaleźć tu żadnych prawidłowości, punktów wspólnych. dystraktor numer dwa rozpieprzył mnie totalnie i sprawił, że zgubiłam kilka naprawdę istotnych elementów mojej osobowości, kilka zasad, które zawsze dzwoniły mi w głowie. i na dobrą sprawę, to wszystko moja wina, bo to przecież moja głowa, z której nie potrafię tego wyrzucić próbuję znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie tego jak się czuję, ale takowe nie istnieje. nie potrafie uracjonalnić własnych emocji. wiem, że emocje nie muszą być racjonalne, ale powód zawsze zmniejsza poczucie winy, poczucie winy nie za coś, co zrobiłam, ale raczej za coś, co pomyślałam.
podejrzewam, że kicz mam we krwi.
na palcu czerwone serducho z napisem “friends”, Małgorzata ma taki sam z “best”.
trochę mocno na wyrost, ale obie uwielbiamy takie dziwne rzeczy i cierpimy na niedobór zakupów.
***
niespecjalnie pamiętam co się działo.
obudziłam się na podłodze, z tłumem ludzi wokół siebie.
ktoś mówił coś o karetce.
Gosia twierdzi, że powiedziałam, że mi słabo i zemdlałam.
nie upadłam, bo mnie złapała.
prosiła kogoś o pomoc, ale nikt nie zareagował.
dopiero kiedy wydarła się “Ernest!”, Filip i Zosia zauważyli, że coś jest nie tak.
potem pamiętam, że dr P. narzekał na to, że to już drugi raz jak coś się ze mną dzieje.
pamiętam, że Marcin mówił, że nie dodzwonił się na 112, więc Łukasz zadzwonił na pogotowie.
zamieszania, za dużo ludzi i półprzytomną kłótnię z Ernestem na temat tego, jak powinni mnie ułożyć.
***
-podziękuję mu w twoim imieniu.
-ale on nic nie zrobił!
-próbował.
-tak, zrobić coś, co mnie wkurwiło.
czerwony tulipan usmiecha się do mnie radośnie, stojąc sobie grzecznie w butelce po winie marki wino.
tego typu trunki radykalnie kłócą się z moim obrazem warszawy i jej stałych mieszkańców.
***
jutro nastąpi chwila prawdy, w poniedziałek natomiast skończy się świat.
pomijając już fakt, że prawdopodobnie po raz pierwszy od bardzo dawna nie dostanę obowiązkowego kwiatka z okazji dnia kobiet.
kwiatków w zasadzie, bo zazwyczaj było ich kilka i pochodziły z różnych źródeł.
***
ciężkie rozkmyny pewnego pana, który od czasu do czasu pojawia się w mojej okolicy mnie dobijają. pan sam w sobie też momentami, ale z drugiej strony miło jest usłyszeć, że mam niesprawiedliwie ładne oczy i w ogóle to ładna jestem.
***
-też cię lubię.
-nigdy ci nie powiedziałam, że cię lubię.
-nigdy?
-nigdy, ja pamiętam takie rzeczy
ten tydzień był naprawdę dziwny. odcięto mnie od wrocławskiego świata i jak się okazuje wrocławski świat jakoś niespecjalnie to nawet zarejestrował. to takie fajne uczucie. jak jestem to super, jak mnie nie ma to w zasadzie też. może faktycznie za bardzo się staram i za często bywam w domu. może powinnam to wszystko pierdolić.
ja wiem, że tydzień to mało czasu. ale ten tydzień był dla mnie bardzo specyficzny i nawet nie miałam jak komuś o nim opowiedzieć. nawet nie było chętnych do słuchania.
-może uraziłaś jego uczucia?
-ale jak?
-nie wiem. on jest dziwny.
***
nie ogarniam. zła jestem, ale w sumie nie wiem dlaczego.
bo na dobrą sprawę nikt mi nic nie zrobił.
kolejna dziwna reakcja na stres. może to działa w ten sposób, że dzieje się dużo rzeczy i jakaś pierdoła przelała czarę.
to jestem ja. ja jestem histeryczką. i naprawdę źle reaguję, jak ktoś podchodzi za blisko, choćbym nie wiem jak nietypowo reagowała na tę osobę do tej pory.
i naprawdę zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie ma obowiązku przejmowania się moim przejmowaniem (jak to zdanie idiotycznie brzmi.). i że w zasadzie nikt się nie przejmuje.
no i trudno. jestem dużą dziewczynką. poradzę sobie.
-zła jesteś.
-co?
-zła jesteś.
-niby, kurwa, czemu?
-bo przeklinasz więcej niż zwykle, a jesteś obrzydliwie spokojna.
***
kocham ludzi, którzy za mnie decydują co czuję i myślę.
***
w dniu dzisiejszym nie dzieje się nic. dziwne. odzwyczaiłam się od nie latania po świecie.
brak tego normalnego pośpiechu utrudnia mi wszystko. bo przecież mam czas.
odbiera mi preteksty do nie robienia niektórych rzeczy.
***
ale w sumie to jak rozkminiam dzień wczorajszy to trochę chce mi się śmiać.
milion rzeczy mi się podoba.
katedra mi się podoba..
rynek mi się podoba..
hugh jackman też mi się podoba tak swoją drogą..